Dlaczego nie wszystko da się „naprawić” – i dlaczego to wcale nie jest porażka
Wiele osób trafia dziś do gabinetu psychoterapeutycznego z bardzo podobnym, choć rzadko wypowiedzianym wprost oczekiwaniem: „chcę wreszcie poczuć się dobrze”. Chcą ulgi, spokoju, równowagi. Chcą, by napięcie zniknęło, by trudne emocje przestały wracać, by coś w nich w końcu „zaskoczyło” i zaczęło działać tak, jak powinno.
To zrozumiałe. Nikt nie przychodzi do terapeuty po to, by cierpieć bardziej. Problem zaczyna się jednak w momencie, gdy psychoterapia – często w dobrej wierze – zaczyna obiecywać coś, czego życie samo nie obiecało: życie bez granic.
Granica – słowo, które wypadło z obiegu
Współczesna kultura nie lubi granic. Woli mówić o możliwościach, potencjale, zmianie, rozwoju, samorealizacji. Granica kojarzy się z porażką, rezygnacją, brakiem ambicji. Tymczasem w realnym życiu granice są nieusuwalne.
Są nimi:
- ciało (jego możliwości i ograniczenia),
- czas (który płynie w jedną stronę),
- historia (której nie da się cofnąć),
- straty (których nie da się „odzyskać”),
- wybory (które zamykają inne drogi).
Granice nie są błędem systemu. Są strukturą ludzkiego życia.
Kiedy psychoterapia zaczyna walczyć z rzeczywistością
Psychoterapia traci swój sens wtedy, gdy niepostrzeżenie przesuwa swój cel z towarzyszenia człowiekowi w życiu na usuwanie wszystkiego, co w tym życiu trudne. Wtedy każde cierpienie zaczyna być traktowane jak objaw, który trzeba zlikwidować, zamiast jak sygnał, że człowiek mierzy się z czymś realnym i nieodwracalnym.
W takich momentach padają pytania:
- „Dlaczego wciąż to czuję?”
- „Czemu terapia jeszcze nie zadziałała?”
- „Co ze mną jest nie tak?”
A może problem nie polega na tym, że terapia nie działa.
Może problem polega na tym, że to, z czym ktoś się mierzy, nie jest do usunięcia, lecz do uniesienia.
Granica nie jest objawem – jest faktem
W pracy terapeutycznej jednym z najważniejszych, a dziś rzadko nazwanych momentów, jest odróżnienie problemu od faktu.
Problem to coś, co można rozwiązać.
Fakt to coś, z czym trzeba nauczyć się żyć.
Nieodwracalna strata, choroba, wiek, rozpad relacji, utrata wyobrażonej przyszłości – to nie są problemy techniczne. To doświadczenia graniczne. Próba „naprawienia” ich za wszelką cenę często prowadzi do jeszcze większego cierpienia, bo rodzi fałszywą nadzieję: „jeśli wystarczająco się postaram, to zniknie”.
A ono nie znika.
Żal – emocja, której się boimy
Jednym z kluczowych procesów w pracy z granicą jest żal. Żal po tym, co się nie wydarzyło. Po tym, kim się nie zostanie. Po życiu, które miało wyglądać inaczej.
Żal nie jest depresją.
Nie jest regresją.
Nie jest oznaką słabości.
Jest naturalną reakcją na konfrontację z faktem, że nie wszystko jest możliwe.
Współczesna kultura – także terapeutyczna – często próbuje przeskoczyć żal, zastępując go „pozytywną reinterpretacją”. Tymczasem żalu nie da się ominąć. Można go tylko wyprzeć albo przeżyć. A tylko to drugie prowadzi do akceptacji.
Od pytania „dlaczego?” do pytania „jak teraz żyć?”
W pewnym momencie pracy terapeutycznej pytanie „dlaczego to mnie spotkało?” przestaje pomagać. Nie dlatego, że jest złe, ale dlatego, że nie prowadzi dalej.
Dojrzewanie zaczyna się wtedy, gdy pojawia się inne pytanie:
„Jak chcę żyć, wiedząc, że to jest częścią mojego życia?”
To moment przejścia:
- z walki z rzeczywistością,
- do budowania życia w jej ramach.
Nie oznacza to zgody na to, że „tak jest dobrze”.
Oznacza zgodę na to, że tak jest naprawdę.
Psychoterapia jako nauka życia z napięciem
Jednym z największych nieporozumień współczesnej psychoterapii jest obietnica pełnej spójności i harmonii. Tymczasem życie niemal zawsze zawiera napięcia, których nie da się rozwiązać raz na zawsze.
Psychoterapia, która uczy życia z granicą:
- nie dąży do idealnego samopoczucia,
- nie obiecuje trwałego braku lęku czy smutku,
- pomaga znaleźć wystarczającą spójność, by żyć sensownie.
To ogromna ulga dla wielu osób:
„Nie muszę być naprawiony, żeby żyć”.
Dojrzałość zamiast niekończącej się samorealizacji
Współczesna kultura mówi dużo o rozwoju, a bardzo mało o dojrzewaniu. Rozwój nie zna końca. Dojrzewanie zna momenty zamknięcia, rezygnacji, przyjęcia straty.
Dojrzałość nie polega na tym, że wszystko staje się możliwe.
Polega na tym, że przestajemy mylić granice z porażką.
Psychoterapia, która o tym pamięta, nie jest mniej skuteczna.
Jest po prostu bliżej życia.
Na koniec
Nie każda terapia prowadzi do zmiany okoliczności.
Nie każda prowadzi do poprawy nastroju.
Ale dobra terapia prowadzi do czegoś znacznie głębszego:
do zdolności życia w świecie, który nie zawsze pyta nas o zgodę.
I być może właśnie tego najbardziej dziś potrzebujemy.
